
13 paź Wszystko robię, a jednak nie czuję się dobrze. O depresji, której inni mogą nie zauważyć
Wstajesz rano. Idziesz do pracy. Odpowiadasz na wiadomości, robisz zakupy, zajmujesz się domem, dziećmi, obowiązkami. Spotykasz się z ludźmi. Być może nawet żartujesz, uśmiechasz się i słyszysz od innych: „Ty zawsze sobie ze wszystkim radzisz”. A jednak wewnętrznie od dawna nie czujesz się dobrze.
Coraz częściej masz wrażenie, że wszystko kosztuje Cię więcej, niż powinno. To, co kiedyś przychodziło naturalnie, wymaga mobilizacji. Odkładasz rzeczy, na które nie masz już siły. Coraz mniej rzeczy naprawdę Cię cieszy. Czasem pojawia się smutek, czasem rozdrażnienie, a czasem właściwie nic szczególnego – raczej pustka, zmęczenie i poczucie życia „na automacie”.
Tak może wyglądać doświadczenie, które potocznie określa się jako depresja wysokofunkcjonująca.
Przecież depresja wygląda inaczej. Prawda?
Depresja wysokofunkcjonująca – kiedy cierpienia nie widać na zewnątrz
Kiedy myślimy o depresji, często wyobrażamy sobie osobę, która nie ma siły wstać z łóżka, przestaje pracować, wycofuje się z kontaktów i nie jest w stanie wykonywać codziennych obowiązków.
Depresja rzeczywiście może tak wyglądać. Ale nie zawsze.
Niektóre osoby mimo znacznego cierpienia psychicznego przez długi czas pozostają aktywne. Pracują, dbają o innych, realizują zadania, dotrzymują terminów. Z zewnątrz ich życie może wyglądać zupełnie zwyczajnie.
Jednak to, że ktoś wykonuje swoje obowiązki, nie oznacza, że nie doświadcza trudności emocjonalnych. Czasami utrzymanie codziennego funkcjonowania wymaga ogromnego wysiłku, którego inni nie dostrzegają.
To, że radzisz sobie na zewnątrz, nie zawsze oznacza, że dobrze czujesz się wewnątrz.
Warto pamiętać, że depresja wysokofunkcjonująca jest określeniem potocznym, a nie osobnym zaburzeniem opisanym w klasyfikacjach diagnostycznych. Osoba, która rozpoznaje u siebie takie doświadczenia, może zmagać się z różnymi trudnościami, w tym z zaburzeniami depresyjnymi, przewlekłym stresem czy wyczerpaniem.
Dlatego samo zachowanie aktywności zawodowej lub społecznej nie wystarcza ani do potwierdzenia, ani do wykluczenia depresji.
Kiedy „radzenie sobie” zaczyna bardzo dużo kosztować
Osoba doświadczająca obniżonego nastroju może przez długi czas pozostawać bardzo odpowiedzialna i zadaniowa.
Wstaje, bo trzeba. Idzie do pracy, bo trzeba. Zajmuje się dziećmi, odpowiada klientom, przygotowuje obiad, sprząta, organizuje kolejne dni.
Często dopiero wtedy, kiedy obowiązki się kończą, pojawia się całkowite wyczerpanie.
Może nie być już przestrzeni na spotkania, zainteresowania czy rzeczy, które kiedyś sprawiały przyjemność. Weekend nie przynosi regeneracji. Odpoczynek nie daje poczucia odpoczęcia. Pojawia się coraz większa potrzeba wycofania.
Czasami trudno nawet odpowiedzieć na pytanie:
„Na co mam ochotę?”
Bo od dłuższego czasu życie bardziej polega na wykonywaniu kolejnych zadań niż na przeżywaniu go.
Nie oznacza to, że każda osoba żyjąca w taki sposób doświadcza depresji. Długotrwałe przeciążenie, stres czy trudne okoliczności życiowe również mogą prowadzić do podobnego samopoczucia.
Jednak kiedy taki stan utrzymuje się przez dłuższy czas, warto potraktować go jako ważny sygnał i przyjrzeć się temu, co się dzieje.
„Może ja po prostu taka jestem?” – kiedy obniżony nastrój staje się codziennością
Szczególnie trudno zauważyć problem wtedy, gdy taki stan trwa długo.
Jeżeli od miesięcy albo lat czujesz mniej radości, masz mało energii, jesteś wobec siebie krytyczna lub krytyczny albo patrzysz na przyszłość bez większej nadziei, możesz stopniowo zacząć traktować ten sposób przeżywania jako część siebie.
„Zawsze byłam mało energiczna”.
„Po prostu taki jestem”.
„Inni mają gorzej”.
„Nie mam powodów, żeby czuć się źle”.
„Muszę się tylko bardziej zmobilizować”.
Z czasem człowiek może przestać zastanawiać się, dlaczego tak się czuje. Przyzwyczaja się do swojego samopoczucia i zaczyna uznawać je za coś naturalnego.
Tymczasem długotrwałe obniżenie nastroju może być związane między innymi z dystymią, czyli przewlekłą postacią zaburzeń depresyjnych.
Czym jest dystymia?
Dystymia to termin odnoszący się do przewlekłych objawów depresyjnych. W klasyfikacji DSM-5-TR funkcjonuje pojęcie uporczywego zaburzenia depresyjnego (persistent depressive disorder), obejmujące przewlekłe postacie depresji.
Jednym z kluczowych kryteriów jest utrzymywanie się obniżonego nastroju przez większość dni, przez co najmniej dwa lata u osoby dorosłej.
Mogą temu towarzyszyć między innymi:
- obniżona energia i przewlekłe zmęczenie,
- niska samoocena,
- trudności z koncentracją i podejmowaniem decyzji,
- zaburzenia snu lub apetytu,
- poczucie beznadziei,
- ograniczona zdolność do przeżywania radości.
Objawy mogą być mniej intensywne niż w ciężkim epizodzie depresyjnym, ale ich długotrwałość sprawia, że znacząco wpływają na jakość życia.
Co ważne, dystymia nie musi oznaczać łagodnego cierpienia. Przewlekłe trudności mogą być bardzo obciążające, a u części osób mogą również pojawiać się epizody dużej depresji.
Dystymia a depresja wysokofunkcjonująca – czym się różnią?
Choć oba określenia bywają ze sobą utożsamiane, nie oznaczają tego samego.
Dystymia jest pojęciem klinicznym, odnoszącym się przede wszystkim do przewlekłego charakteru objawów depresyjnych.
Depresja wysokofunkcjonująca jest określeniem potocznym, opisującym sytuację, w której osoba pomimo objawów depresyjnych nadal stosunkowo dobrze funkcjonuje w codziennym życiu.
Osoba z dystymią może pracować, utrzymywać relacje i wykonywać obowiązki, a jednocześnie odczuwać przewlekły smutek, brak energii czy poczucie beznadziei.
Z kolei ktoś określający swoje doświadczenie jako depresję wysokofunkcjonującą może przeżywać epizod depresyjny, dystymię lub inne trudności, które wymagają dokładniejszego rozpoznania.
Oznacza to, że te doświadczenia mogą się nakładać, ale nie są tożsame.
Nie zawsze najważniejsze jest jednak to, jak nazwiemy swoje trudności. Czasami pierwszym krokiem jest samo zauważenie, że od dłuższego czasu nie czujemy się dobrze.
Depresja wysokofunkcjonująca – jakie objawy warto zauważyć?
Nie każdy trudniejszy okres oznacza depresję. Smutek, zmęczenie czy czasowe wycofanie są naturalną częścią naszego doświadczenia.
Warto jednak zatrzymać się przy sobie, jeśli od dłuższego czasu zauważasz, że:
- coraz mniej rzeczy sprawia Ci prawdziwą przyjemność,
- często czujesz smutek, pustkę albo zobojętnienie,
- brakuje Ci energii, mimo że nadal wykonujesz swoje obowiązki,
- odpoczynek nie daje poczucia regeneracji,
- coraz częściej wycofujesz się z kontaktów lub aktywności,
- masz trudność z podejmowaniem decyzji albo koncentracją,
- jesteś wobec siebie bardzo krytyczna lub krytyczny,
- masz poczucie, że po prostu „przetrzymujesz” kolejne dni,
- przyszłość wydaje się pozbawiona czegoś, na co można czekać,
- trudno Ci przypomnieć sobie, kiedy ostatnio naprawdę odczuwałaś lub odczuwałeś radość, ciekawość czy lekkość.
Pojedynczy objaw nie oznacza depresji. Znaczenie mają ich nasilenie, czas trwania oraz wpływ na codzienne życie.
Jeżeli takie doświadczenia utrzymują się, warto skonsultować je ze specjalistą zdrowia psychicznego. Niektóre objawy mogą mieć również podłoże somatyczne, dlatego czasami wskazana jest także konsultacja lekarska.
„Ale przecież mam dobre życie” – dlaczego trudno uznać własne cierpienie?
To zdanie często pojawia się wtedy, kiedy próbujemy znaleźć uzasadnienie dla własnego samopoczucia.
Mam rodzinę. Mam pracę. Nic dramatycznego się nie wydarzyło. Inni mają większe problemy.
Dlaczego więc miałabym lub miałbym czuć się źle?
Tyle że emocje nie działają według zasady: „mam wystarczająco dobre życie, więc powinnam być szczęśliwa”.
Możemy przez wiele lat funkcjonować w określony sposób – być odpowiedzialni, dostosowywać się, spełniać oczekiwania, odkładać własne potrzeby, dużo od siebie wymagać.
Możemy też doświadczać strat, samotności, trudności w relacjach czy długotrwałego napięcia, które z czasem zaczynają nas wyczerpywać.
Nie oznacza to, że takie doświadczenia zawsze prowadzą do depresji. Zaburzenia depresyjne mają złożone uwarunkowania, w których mogą uczestniczyć czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne.
Jednak niezależnie od przyczyn, nasze cierpienie nie staje się mniej ważne tylko dlatego, że z zewnątrz nasze życie wygląda dobrze.
Czasami dopiero zatrzymanie pozwala zauważyć, jak długo było nam trudno.
Psychoterapia – nie tylko wtedy, kiedy „już sobie nie radzę”
Nie trzeba czekać do momentu, w którym nie jesteśmy już w stanie funkcjonować, żeby szukać pomocy.
Psychoterapia może być przestrzenią, w której można zatrzymać się przy tym, co dzieje się pod powierzchnią codziennego „radzenia sobie”.
Przyjrzeć się temu, co czuję.
Temu, czego potrzebuję.
Temu, co mnie wyczerpuje.
Temu, czego od dawna sobie nie daję albo na co nie pozwalam.
W podejściu humanistyczno-doświadczeniowym ważne jest nie tylko rozumienie swoich trudności, ale także kontakt z własnym doświadczeniem – emocjami, potrzebami, sygnałami płynącymi z ciała i sposobem, w jaki pozostajemy w relacji ze sobą i z innymi.
W bezpiecznej, akceptującej relacji terapeutycznej można stopniowo przyglądać się temu, jak przeżywamy siebie i swoje życie, jakie znaczenia nadajemy doświadczeniom oraz jakie sposoby radzenia sobie wykształciliśmy.
Psychoterapia jest jedną z uznanych metod leczenia zaburzeń depresyjnych. W zależności od rozpoznania i nasilenia objawów pomocne może być również leczenie farmakologiczne lub połączenie obu form pomocy.
Czasami pierwszym krokiem nie jest więc odpowiedź na pytanie: „Co jest ze mną nie tak?”, ale zupełnie inne pytanie:
„Co dzieje się ze mną i czego teraz potrzebuję?”
Nie musisz najpierw przestać sobie radzić
Być może nadal pracujesz, troszczysz się o innych, realizujesz plany i robisz wszystko, co „trzeba”.
A jednocześnie od dawna nie czujesz się naprawdę dobrze.
Jedno nie wyklucza drugiego.
Zewnętrzne funkcjonowanie nie zawsze pokazuje, ile wysiłku kosztuje Cię codzienność. I nie trzeba czekać, aż będzie bardzo źle, żeby potraktować swoje samopoczucie poważnie.
Czasami wystarczającym powodem, żeby się zatrzymać, jest właśnie to ciche:
„Niby wszystko jest w porządku, ale ja nie czuję się dobrze”.
Być może warto wtedy nie próbować kolejny raz bardziej się zmobilizować, lecz z uważnością przyjrzeć się temu, czego doświadczasz. Nie po to, by od razu znaleźć odpowiedzi, ale by dać sobie przestrzeń na zauważenie tego, co przez długi czas mogło pozostawać niezauważone.
Artykuł ma charakter psychoedukacyjny i nie zastępuje diagnozy ani konsultacji ze specjalistą. Jeśli doświadczasz utrzymujących się objawów depresyjnych, warto poszukać profesjonalnego wsparcia.
Więcej informacji o depresji: Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).
