Dlaczego tak trudno powiedzieć: „tego potrzebuję”? - Katarzyna Pepłońska
1264
wp-singular,post-template-default,single,single-post,postid-1264,single-format-standard,wp-theme-bridge,theme-bridge,bridge-core-3.0.2,woocommerce-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,paspartu_enabled,paspartu_on_bottom_fixed,qode_grid_1300,columns-4,qode-product-single-tabs-on-bottom,qode-theme-ver-28.8,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,wpb-js-composer js-comp-ver-6.9.0,vc_responsive
 

Dlaczego tak trudno powiedzieć: „tego potrzebuję”?

Dlaczego tak trudno powiedzieć: „tego potrzebuję”?

Czasem łatwiej powiedzieć, czego potrzebują inni, niż odpowiedzieć na pozornie proste pytanie:

A czego potrzebuję ja?

Potrafimy zauważyć, że ktoś jest zmęczony. Że potrzebuje rozmowy, wsparcia, odpoczynku albo chwili dla siebie. Wyczuwamy zmianę tonu głosu, napięcie, smutek. Pytamy: „Wszystko w porządku?”, „Mogę Ci jakoś pomóc?”.

A kiedy podobne pytanie kierujemy do siebie, odpowiedź nie zawsze przychodzi tak łatwo.

„Nie wiem.”

„Wszystko jedno.”

„Nie mam teraz czasu o tym myśleć.”

Albo pojawia się myśl, która szybko zamyka temat:

„Są ważniejsze rzeczy.”

Kiedy potrzeby schodzą na dalszy plan

Nie tracimy kontaktu ze swoimi potrzebami z dnia na dzień. Często uczymy się tego znacznie wcześniej, niż nam się wydaje.

Już jako dzieci jesteśmy zależni od dorosłych i uczymy się funkcjonować w świecie ich zasad, oczekiwań i potrzeb. Obserwujemy, co spotyka się z aprobatą, a czego lepiej nie robić. Uczymy się być grzeczni, pomocni, samodzielni, nie sprawiać problemów.

Czasem słyszymy:

„Nie płacz.”

„Nie złość się.”

„Musisz się podzielić.”

„Nie przesadzaj.”

„Zrób to dla mamy.”

Nie musi za tym stać niczyja zła intencja. A jednak z czasem możemy nauczyć się zwracać większą uwagę na to, czego oczekują od nas inni, niż na to, co dzieje się w nas.

Później, już jako dorośli, możemy bardzo dobrze rozpoznawać potrzeby partnera, dzieci, rodziny czy współpracowników, a jednocześnie mieć trudność z odpowiedzią na pytanie:

„A czego potrzebuję ja?”

I kiedy ciało mówi: „jestem zmęczony”, odpowiadamy: „jeszcze tylko to zrobię”.

Kiedy pojawia się: „nie chcę”, myślimy: „głupio odmówić”.

Kiedy potrzebujemy bliskości, milczymy, czekając, aż druga osoba sama się domyśli.

„Potrzebuję” nie znaczy „żądam”

Czasem doskonale wiemy, czego potrzebujemy. Trudniejsze jest uznanie, że mamy prawo tego potrzebować.

Może pojawić się poczucie winy:

„Czy nie jestem egoistą?”

„Czy nie wymagam za dużo?”

„Co druga osoba sobie o mnie pomyśli?”

Warto wtedy rozdzielić dwie rzeczy.

Rozpoznanie własnej potrzeby nie oznacza, że druga osoba ma obowiązek ją spełnić.

Możemy potrzebować odpoczynku, bliskości, bezpieczeństwa, autonomii, uznania, spokoju, rozmowy czy przestrzeni tylko dla siebie.

Samo zauważenie tego nie jest żądaniem wobec świata.

Jest ważną informacją o nas samych.

Czasem najpierw pojawia się emocja

Nie zawsze potrafimy od razu powiedzieć: „potrzebuję tego”.

Częściej najpierw pojawia się złość, smutek, napięcie, rozdrażnienie, żal czy zmęczenie.

Emocja może być sygnałem, że dzieje się w nas coś ważnego. Zamiast od razu próbować ją uciszyć, warto czasem zatrzymać się przy niej trochę dłużej.

Co teraz czuję?

Co się wydarzyło?

Co jest dla mnie w tej sytuacji ważne?

Czego mi brakuje?

Czego teraz potrzebuję?

Odpowiedź nie zawsze pojawi się od razu. I nie musi.

Samo zatrzymanie się przy sobie może być początkiem odzyskiwania kontaktu z tym, co przez długi czas pozostawało gdzieś na dalszym planie.

Wiedzieć to jedno. Powiedzieć – drugie.

Pomiędzy:

„wiem, czego potrzebuję”

a:

„potrafię powiedzieć o tym drugiej osobie”

bywa bardzo długa droga.

Szczególnie jeśli nauczyliśmy się, że wyrażanie siebie może prowadzić do konfliktu, krytyki, odrzucenia albo rozczarowania drugiej osoby.

Dlatego zdania:

„Potrzebuję czasu.”

„Nie odpowiada mi to.”

„Chcę, żebyś mnie teraz wysłuchał.”

„Potrzebuję pobyć sam.”

„Nie mogę się na to zgodzić.”

mogą być naprawdę trudne do wypowiedzenia.

To krótkie zdania.

A jednak czasami stoi za nimi bardzo długa historia.

Kiedy przez długi czas siebie nie słuchamy

Możemy tak funkcjonować przez wiele lat.

Pracować. Opiekować się innymi. Podejmować kolejne zobowiązania. Robić to, co trzeba.

Z zewnątrz wszystko może wyglądać dobrze.

A wewnątrz może stopniowo narastać zmęczenie, frustracja, napięcie czy poczucie, że życie coraz mniej przypomina nasze własne.

Wtedy warto zadać sobie pytanie:

Ile miejsca w moim życiu mają moje potrzeby?

Nie potrzeby partnera.

Nie dzieci.

Nie rodziny.

Nie pracy.

Nie tego, czego „powinno się” chcieć.

Moje.

Potrzeb można uczyć się słuchać

Kontakt ze sobą nie musi zaczynać się od wielkich życiowych zmian.

Czasem zaczyna się od zauważenia zmęczenia i pozwolenia sobie na odpoczynek.

Od powiedzenia „nie wiem”, zamiast udzielenia odpowiedzi, której ktoś od nas oczekuje.

Od chwili zatrzymania przed kolejnym automatycznym „tak”.

Od zauważenia, że coś nam nie odpowiada.

Od zadania sobie pytania:

„Gdybym przez chwilę nie musiał brać pod uwagę tego, czego oczekują ode mnie inni – czego chciałbym ja?”

Nie chodzi o to, aby od tej chwili zawsze wybierać siebie kosztem innych. Relacje wymagają wzajemności, kompromisów i uwzględniania potrzeb drugiego człowieka.

Ale w tej układance my również jesteśmy osobami, których potrzeby mają znaczenie.

Ku sobie

Być może droga ku sobie nie zawsze zaczyna się od odpowiedzi na wielkie pytanie:

„Kim jestem?”

Czasem zaczyna się od znacznie mniejszego:

„Czego teraz potrzebuję?”

A potem od chwili ciszy wystarczająco długiej, żeby naprawdę usłyszeć odpowiedź.

Nie po to, żeby natychmiast wszystko zmieniać.

Ale po to, żeby coraz częściej zauważać siebie.

Bo możliwość powiedzenia:

„To czuję. Tego chcę. Tego nie chcę. Tego potrzebuję.”

jest jednym ze sposobów budowania relacji ze sobą.

I być może właśnie od tego zaczyna się życie trochę bardziej po swojemu.

Umów się teraz na bezpłatną konsultację